Czwartek, 24 lipca 2014
WSSE Kraków | Napisz do nas
 

Żywność nie lubi upałów, bakterie - jak najbardziej
W upały znacznie wzrasta prawdopodobieństwo zatruć pokarmowych. Dlatego, robiąc zakupy w gorące dni, trzeba bardziej zwracać uwagę na to - co się kupuje i w jakich warunkach te produkty są w sklepie przechowywane. Nierzadkie są bowiem przypadki kupienia zepsutej żywności, nawet jeśli dany artykuł - sądząc po terminie przydatności do spożycia - powinien jeszcze długo być świeży.
Najczęstszym powodem tego, że żywność trafia do nas już nadpsuta, jest przerwanie łańcucha chłodniczego na którymś etapie drogi od producenta do nabywcy - a więc przez hurtownika, przewoźnika lub sprzedawcę. Zdarza się, że otwieramy np. serek homogenizowany czy jogurt zaraz po kupieniu (a wyjęliśmy go ze sklepowej lady chłodniczej) i pod wieczkiem znajdujemy zielony kożuszek pleśni. Cóż bowiem z tego, że sklep przechowywał go jak należy, skoro np. dostawca mógł go przywieźć w zwykłym samochodzie, zamiast w chłodni lub u hurtownika nabiał pozostawał przez jakiś czas w zbyt wysokiej temperaturze.
Wszystkie kupowane przez nas produkty muszą być pierwszej świeżości, bo w wysokiej temperaturze jedzenie dużo prędzej się psuje. W dogodnych warunkach szybciej rozwijają się bakterie, więc pieczywo pleśnieje, twarogi kwaśnieją, sałatki psują się, w nadtopionych lodach w zastraszającym tempie mnożą się gronkowce czy salmonella. Nawet w wodzie mineralnej, jeśli butelki stały w sklepie na słońcu, może rozwinąć się zbyt duża ilość niebezpiecznych bakterii coli i shigelli.
W upał zwiększa się ryzyko nabycia zepsutego mięsa czy nabiału, zwłaszcza jeśli nie były przechowywane wcześniej w odpowiednio niskiej temperaturze. Lepiej więc unikać tych punktów handlowych (np. na placach targowych), gdzie produkty te nie są cały czas przetrzymywane w ladzie chłodniczej, a niekiedy wręcz, leżąc parę godzin tuż przy szybie kiosku, są narażone na działanie promieni słonecznych. W takich warunkach żywność - mimo że jej wygląd może pozostawać bez zmian - zmienia się w groźną bombę bakteriologiczną. W mięsie np. mnożą się zarazki botuliny jadu kiełbasianego oraz gronkowca. A jeśli jest to gronkowiec złocisty - zaczyna produkować groźną enterotoksynę. Specjaliści do spraw żywienia przestrzegają, że w przypadku mięsa czy nabiału wystarczy czasem zaledwie półgodzinne leżenie w nasłonecznionym miejscu, przy temp. powyżej 25 stopni, aby bakterie tak się w nich namnożyły, że mogą poważnie zagrozić zdrowiu. Zresztą innym artykułom spożywczym również intensywne promienie słoneczne szkodzą. Wydawać by się mogło, że nie dotyczy to warzyw i owoców. Tymczasem pod wpływem gorąca rozwijają się w nich bakterie gnilne, mogące doprowadzić do ciężkiego zatrucia.
Nie mówiąc już o tym, że większość produktów pozostawiona na słońcu czy w zbyt wysokiej temperaturze traci swoje wartości odżywcze. Na etykietach konserw mięsnych można znaleźć informację, że powinny być one przechowywane w temperaturze nie wyższej niż 18 stopni, na butelkach z olejem, że „w chłodnym i ciemnym miejscu“. Tymczasem produkty te często wystawiane są w witrynach, gdzie latem nie jest ani chłodno, ani ciemno. Problemu wystaw nie rozwiązałoby wybieranie samych produktów nie zawierających tłuszczu - sypkich itp., gdyż nawet na opakowaniu galaretki w proszku czytamy, że należy ją przechowywać „w
miejscu suchym i chłodnym“.
Ale trzeba uważać nie tylko na artykuły żywnościowe z placów targowych czy witryn sklepowych (te ostatnie - nawet gdy zostały już podmienione w witrynie i wróciły na swoją półkę - poznać zwykle po nieco wyblakłych etykietach), lecz również te z hipermarketów, gdzie w upały nadpleśniałe artykuły nie należą do rzadkości. Pleśń lubi bowiem wysoką temperaturę i wilgoć, ma więc dobre warunki do rozwoju - zwłaszcza pod folią. Zdarza się więc, że plamki pleśni pojawiają się nie tylko na foliowanym chlebie czy słodkich wypiekach, ale również innych towarach, których jednostkowe opakowania są zafoliowane w tzw. zgrzewkach. Dotyczyć to może np. kartonów z sokami owocowymi, a nawet... jajek. Tym bardziej, jeśli przed trafieniem na halę sprzedaży towary te leżały na zewnątrz, pod wiatą,
gdzie wilgoć miała do nich łatwy dostęp.
By uniknąć przykrych sensacji żołądkowych, spowodowanych przez nadpsute w upale produkty, warto więc podczas robienia zakupów przestrzegać poniższych zasad:

  • nie kupować artykułów spożywczych leżących w sklepie na słońcu, np. eksponowanych w witrynie sklepowej, gdzie temperatura często przekracza 50o C;

  • zaopatrywać się w żywność - zwłaszcza tę, która nie jest hermetycznie pakowana - jedynie tam, gdzie zapewnione są odpowiednie warunki higieniczne;

  • wystrzegać się jedzenia z niepewnego źródła, a zwłaszcza budzących podejrzenie lodów, potraw zawierających surowe jajka, sałatek jarzynowych nie pierwszej świeżości, ciastek z kremem itp.;

  • zdecydowanie zrezygnować z kupowania towarów przecenionych ze względu na uszkodzone opakowanie (nigdy wówczas nie ma się gwarancji, czy towar wewnątrz nie został zanieczyszczony), a decydując się jednak na kupno przecenionych artykułów spożywczych - sprawdzać zawsze datę przydatności do spożycia;

  • nie kupować owoców uszkodzonych, nadpleśniałych lub z odciętą nadpsutą częścią, gdyż toksyczne substancje i tak zdążyły już wniknąć do wnętrza owocu;

  • zaopatrując się w dużych marketach, gdzie robienie zakupów trwa niekiedy nawet parę godzin, mrożonki wsadzać do wózka na samym końcu, tuż przed skierowaniem się do kasy. Najlepiej przewozić je następnie w specjalnych torbach foliowych z izolacją termiczną, gwarantujących utrzymanie temperatury umieszczonych w nich produktów przez mniej więcej godzinę.
    pamiętajmy, że rozmrożonych produktów nigdy nie wolno zamrażać ponownie.

  • z zamrażarki lepiej nie brać luźno rzuconych towarów z górnej warstwy, lecz z tej niższej, gdyż zdarza się, że te na samym wierzchu spędziły sporo czasu w cieple, bo np. ktoś się rozmyślił i zostawił towar przy kasie czy na innej półce, a dopiero później jedna z ekspedientek znalazła go i wsadziła z powrotem do zamrażarki.

  • również u siebie w domu warto zwracać baczniejszą uwagę, czy wszystkie produkty lub dania wymagające niskiej temperatury trafiają do lodówki od razu po kupieniu lub ugotowaniu i wystygnięciu. Czasem - zwłaszcza w dzień nie tylko upalny, ale także burzowy - wystarczy pozostawić na kuchence garnek z zupą raptem na parę godzin, by jego zawartość się zepsuła.

  • szczególną ostrożność warto zachować, kupując w upał lody. I nie chodzi tu tylko o to, że w takie dni, gdy nasz organizm jest nagrzany, zjedzenie zimnego przysmaku może się skończyć zapaleniem gardła. Znacznie groźniejsze są bakterie, które - podobnie jak my - również bardzo lubią lody. Ten produkt bowiem, którego podstawowe składniki to mleko i cukier, jest doskonałą pożywką dla bakterii. Dlatego tak ważna jest higiena przy produkcji i sprzedaży lodów oraz zapewnienie nieprzerwanego procesu zamrażania, gdyż w raz rozmrożonych zarazki mnożą się bardzo szybko. A ponieważ niska temperatura ich nie zabija - w zimnym smakołyku, rozmrożonym i ponownie zamrożonym mogą występować w ilości niebezpiecznej dla zdrowia. Przed zakupem powinno się więc zawsze dokładnie obejrzeć opakowania z lodami; warto też sprawdzić temperaturę w zamrażarce (powinna wynosić co najmniej -18 stopni). Na pojemnikach z lodami nie powinno nigdy być warstewki lodu, świadczącej o tym, że produkt był przetrzymywany w zbyt wysokiej temperaturze. Gdy kupujemy lody na sztuki, w folii - na patyku bądź w andrucie - dobrze jest sprawdzić, czy opakowanie jest szczelne.
    Spragnieni ochłody klienci nie zwracają zazwyczaj uwagi na to, w jakich warunkach lody są sprzedawane, także te w cukierniach - na gałki, w waflu. Mimo wymogu , by lody w waflu podawać klientowi przez papierową serwetkę lub za pomocą specjalnego metalowego uchwytu, część sprzedawców podaje wafel gołą ręką, którą chwilę wcześniej przyjmowała pieniądze od klienta. To, że na monetach i banknotach aż roi się od bakterii, również chorobotwórczych jakoś mało kto sobie uświadamia. Podobnie mało komu przeszkadza, że sprzedawczyni macza gałkownicę do nakładania w wodzie chyba od paru godzin niezmienianej, już prawie gęstej od rozpuszczonych w niej lodów, a więc prawdopodobnie pełnej bakterii...


Źródło:Dziennik Polski | 21.5.2011 | autor: (WES)
 
© 2004 Wojewódzka Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna w Krakowie